Twórcom tego filmu należą się duże brawa. Po pierwsze, nie zgodzili się zrobić z tego (bardzo modnego ostatnimi czasy przy okazji innych projektów) niepotrzebnego remake'u. Reżyser Matthijs van Heijningen Jr. zrozumiał, że film z Kurtem Russellem w reżyserii Johna Carpentera jest świetne i nie należy go odświeżać. Po drugie, za dobranie obsady - Mary Elizabeth Winstead bardzo dobrze radzi sobie na pierwszym planie; przypomina niekiedy Ripley z pierwszego "Obcego". Po trzecie za utrzymanie klimatu grozy oryginału - co i rusz doskwiera nam strach, niepokój i zagwozdka "kto jest kim?". Po czwarte, za efekty specjalne, które wyglądają świetne i przy okazji ograniczają efekty CGI do niezbędnego minimum. Po piąte, twórcy udowadniają, że można jeszcze nakręcić udany horror, w którym nie ma ani przerażających dzieci ze studni, seryjnych supernieśmiertelnych morderców w maskach i zombiaków. Przez te 103 minuty ja bawiłem się świetnie i uważam, że warto zapoznać się z ową produkcją.
sobota, 17 grudnia 2011
"Coś" Prequel idealny?
Jeżeli po obejrzeniu "Coś"
z 1982 roku trapiło cię, co stało się z ekipą norweskich naukowców oraz
dlaczego dwóch Norwegów ścigało helikopterem wilka, lub też nie
widziałeś filmu z 1982 roku i powyższy wstęp nic ci nie mówi, a jesteś
fanem lub fanką horrorów, to musisz zobaczyć ten prequel.
Akcja filmu rozpoczyna się w 1982 roku na Antarktydzie, gdzie grupa
naukowców znajduje pod pokrywą lodu gigantyczny statek kosmiczny oraz
istotę zamarzniętą w lodowej tafli. Odpowiedzialny za ekipę naukowiec dr
Sander Halvorson (Ulrich Thomsen) chce
zrobić wszystko, żeby sława i pieniądze z odkrycia znaleziska przypadły
tylko jemu. Prosi o pomoc młodą i śliczną panią paleontolog Kate
Lloyd (Mary Elizabeth Winstead)
aby zbadała odkrycie. Gdy kobieta dociera do stacji arktycznej i
przeprowadza wstępne badanie na teoretycznie martwej istocie, nie wie,
że wkrótce ją i resztę załogi czeka koszmarna walka o przetrwanie. "Coś"
ożywa i zaczyna siać śmierć wśród ekipy (prawie) bezbronnych naukowców.
Kate jednoczy siły z pilotem helikoptera (Joel Edgerton)
by powstrzymać istotę. Wkrótce jednak okazuje się że "Coś" może
przybierać ludzką formę ofiary, którą zabiło. Wśród naukowców
rozprzestrzenia się strach i panika. Nie wiedzą, komu zaufać, kto jest
jeszcze sobą, a kto już kosmicznym wrogiem. Paranoja zatacza coraz
większe kręgi, a jedyny sposób na przetrwanie to wykrycie i
wyeliminowanie wroga.
Twórcom tego filmu należą się duże brawa. Po pierwsze, nie zgodzili się zrobić z tego (bardzo modnego ostatnimi czasy przy okazji innych projektów) niepotrzebnego remake'u. Reżyser Matthijs van Heijningen Jr. zrozumiał, że film z Kurtem Russellem w reżyserii Johna Carpentera jest świetne i nie należy go odświeżać. Po drugie, za dobranie obsady - Mary Elizabeth Winstead bardzo dobrze radzi sobie na pierwszym planie; przypomina niekiedy Ripley z pierwszego "Obcego". Po trzecie za utrzymanie klimatu grozy oryginału - co i rusz doskwiera nam strach, niepokój i zagwozdka "kto jest kim?". Po czwarte, za efekty specjalne, które wyglądają świetne i przy okazji ograniczają efekty CGI do niezbędnego minimum. Po piąte, twórcy udowadniają, że można jeszcze nakręcić udany horror, w którym nie ma ani przerażających dzieci ze studni, seryjnych supernieśmiertelnych morderców w maskach i zombiaków. Przez te 103 minuty ja bawiłem się świetnie i uważam, że warto zapoznać się z ową produkcją.
Twórcom tego filmu należą się duże brawa. Po pierwsze, nie zgodzili się zrobić z tego (bardzo modnego ostatnimi czasy przy okazji innych projektów) niepotrzebnego remake'u. Reżyser Matthijs van Heijningen Jr. zrozumiał, że film z Kurtem Russellem w reżyserii Johna Carpentera jest świetne i nie należy go odświeżać. Po drugie, za dobranie obsady - Mary Elizabeth Winstead bardzo dobrze radzi sobie na pierwszym planie; przypomina niekiedy Ripley z pierwszego "Obcego". Po trzecie za utrzymanie klimatu grozy oryginału - co i rusz doskwiera nam strach, niepokój i zagwozdka "kto jest kim?". Po czwarte, za efekty specjalne, które wyglądają świetne i przy okazji ograniczają efekty CGI do niezbędnego minimum. Po piąte, twórcy udowadniają, że można jeszcze nakręcić udany horror, w którym nie ma ani przerażających dzieci ze studni, seryjnych supernieśmiertelnych morderców w maskach i zombiaków. Przez te 103 minuty ja bawiłem się świetnie i uważam, że warto zapoznać się z ową produkcją.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


